środa, 13 stycznia 2010

Do the chicken, chicken walk

poniedziałek, 11 stycznia 2010

ROCK BOTTOM



Tego albumu nie da się opisać słowami, momentami miałem łzy w oczach jak go słuchałem. Finał albumu (Little Red Robin Hood Hit the Road) to jedna z najbardziej niepowtarzalnych rzeczy jakie w życiu słyszałem. Mogę tylko podziękować Scaruffiemu za cynk.

niedziela, 10 stycznia 2010



Życie.

piątek, 8 stycznia 2010





Crack, jedzenie petów, transfuzje krwi, dołek co najmniej raz w tygodniu, trasy koncertowe na autopilocie, czyli każdego ambientowca chleb powszedni.

czwartek, 7 stycznia 2010

eddie current suppresion ring



7/10


Extra, extra, read all about it! Sensacja prosto z Melbourne, wczoraj znalazłem ten album (PRIMARY COLOURS) przeczytawszy o nim na jakimś blogu i... ale otrzymałem kopa w dupę! Obłędny aussie-punk z super klimatycznym wokalem, unikalnym vibe'em, troszkę przypominającym The Stooges, jednak podejrzewam, że co bardziej zorientowany Pitagoras znalazłby tutaj nie jeden wspólny mianownik z innymi klasykami (wczesne Wire?). Nie mogę się oderwać, arcykozackie 'Wrapped up , skrzące się 'Colour television, galopujące z iście krautrockową gracją 'That's inside of me, wykurwiste klawisze w 'We''ll be turned on i tak bez końca. Tę płytę połyka się w całości, jest bezbłędna, muszę jej poszukać po sklepach internetowych, bo skuje Wam mordy.

Palta hajsy:
http://wyslijto.pl/plik/29igkd1kbt

THE BLOODS




Post-punka chlubne początki, stawiać obok dzikusów z Liquid Liquid. Cudo. Polecam na maksa składankę New York Noise.

środa, 6 stycznia 2010

WEEN

Ostatnio zasłuchuje się w 'Chocolate and cheese' Ween'a ('Mollusk i 'Pod, których słuchałem wcześniej równie zajebiste, zresztą, w tym przypadku wszystko można śmiało łyknąć bez żalu). Sułtani avant-geek-stoner-lo-fi-psychodelii zappatrzeni w przeróżnych dziwaków (grali z Boredoms, a to sporo tłumaczy), słowem: strzał rękawicy bokserskiej w dzwony, a właściwie rurki wszystkich gogusiów bez wyobraźni. Ta sama drużyna co They might be giants, choć Ci drudzy to przy tych pierwszych raczej banda obściskiwaczy drzew, ale hej, jak ktoś kiedyś na pitchfork'u słusznie zauważył: "this is how punk-rock would sound like if it was driven by hearts and not by dicks" (o TMBG).

Z 'Pod



i weź tu nie padnij ze śmiechu.



klasyk z 'Chocolate and cheese:


i wreszcie "Freedom of '76" z super klimatycznym teledyskiem Spike Jonze'a: